O grze DOTA 2 i e-sporcie słów kilka...: Świat po TI4

22 lip 2014

Świat po TI4



No i stało się. Wszyscy gramy w dotę, a i tak wygrywają Chińczycy. Najbardziej wyczekiwany i celebrowany corocznie czas każdego gracza doty minął. Największy turniej esportowy świata dobiegł końca. Zmieniając trochę perspektywę, z jaką patrzymy na esport. 

Dziś wpis trochę abstrahujący od emocji esportowych, zagrywek, picków, strategii  i kontrowersji w samej grze. Do konkretnych meczów postanowiłem podejść w oddzielnych wpisach, koncentrując się na analizie spotkań. Na spokojnie. Dziś trochę o czymś innym, czyli co TI4 zmienił w naszych głowach.

Serious Business


TI4 przede wszystkim pokazał, że DOTA 2 czy w ogóle gry multiplayer mogą być traktowane poważnie. Nie jest to już tylko głupia zabawa, która przeszkadza w szkole, nie jest to stracony czas przed monitorem, ale droga, która może prowadzić do konkretnego celu a nie tylko na gąbkomóżdżaste manowce. Oczywiście przy odpowiednim podejściu. 

Nie wierzę, żeby sukces w jakiejkolwiek dyscyplinie osiągały osoby, które nie są na swoim celu dostatecznie skoncentrowane, toksyczne (szczególnie w grach zespołowych) czy po prostu niedojrzałe. 

Różnica pomiędzy wschodnią i zachodnią kulturą to m.in. różnica w stosunku do pracy. W szacunku do tego, co się robi, może nawet pewnej żarliwości. Na pewno słyszeliście o pracoholizmie Japończyków czy nadzwyczajnych wynikach Azjatów w najdziwniejszych dyscyplinach (internetowe Asian Level). To wszystko wynika z ciężkiej pracy i cierpliwości.



Przed TI4 opiekun zespołu DK zabrał zawodnikom telefony komórkowe kilka tygodni przed eventem, by mogli się całkowicie skoncentrować na najważniejszym turnieju w ich życiu. Wyobrażacie sobie podobną sytuację, w którymś z europejskich teamów? No ja sobie nie wyobrażałem. Do tej pory. Podejście do doty - Asian Level.

Oczywiście tutaj mógłby i pewnie powinien być cały akapit szpileczek skierowanych w polską scenę doty. Ale po co? Robimy rachunek sumienia i gramy dalej. 

Wimbledon


Kolejna sprawa - skala. 11 000 000 dolarów. Pieniądze na poziomie najważniejszych i najbardziej prestiżowych turniejów tenisowych. Do tego transmisja w telewizji (niezależnie od tego, jak została przyjęta), seria artykułów w prasie (nie tylko tej związanej z grami), wielkie studio esportowe, wielka hala, oprawa. Po prostu event na międzynarodowym poziomie. 

Oczywiście tutaj nie ma nic nowego. Mieliśmy już WCG, CPL, czyli różne wielkie offlane'owe wydarzenia, wyznaczające trendy kiedyś, ale nigdy nie były one tak dobrze zaplanowane i przemyślane jak The International. Bo tak naprawdę, to co zadecydowało o sukcesie DOTY 2 i TI4? Sponsorzy? Nie. Zadecydowała...

Społeczność


Valve pokazało całemu światu jak wielka siła drzemie w społecznościach, we wspólnym celu czy wspólnej idei. Nigdy nie widziałem tak zaktywowanej grupy milionów ludzi, którzy tak chętnie oddawaliby własne pieniądze dla jakiś cel. Nie zrozumcie mnie źle - dla mnie to jest najfajniejsze w całym The International, że to właśnie społeczność decyduje o jego rozmachu. Przecież to jest nasz wspólny sukces. To jest też różnica pomiędzy innymi wielkimi eventami. 

Tutaj nie było tytularnych sponsorów, banerów, flag, przerw reklamowych. Była dotowa uczta, którą sami sobie zaserwowaliśmy. Valve stworzyło eportowe perpetum mobile. Samofinansującą się społeczność. Cały, całkowicie samowystarczalny esportowy ekosystem. Ja zawodowo zajmuję się mediami społecznościowymi i zarządzaniem społecznościami i mówię Wam - pomysł i jego wykonanie zasługuje na najwyższe wyróżnienie. Bo nie jest problemem zrobić event i zapłacić za niego grubą kasę. Sztuką jest stworzenie narzędzi dla społeczności, by mogła zrobić to sama.

Do tego dołożyli genialny system biznesowy, bo podobno pierwszą zasadą inwestowania jest "inwestuj, ale nie własne pieniądze". Chociaż jak już rzucamy sloganami, to Valve na pewno wie, że w praktyce jest tylko jeden szef, który może zwolnić wszystkich nawet w największej firmie - Klient. Czyli ja, Pan, Pani - społeczeństwo. 

O podejściu Valve do społeczności napiszę jeszcze kiedyś oddzielny tekst. Bo jeżeli strategię mają genialną, to o taktyce można dyskutowac. ;)

Co dalej?


No właśnie. Póki co jesteśmy zalani przez falę entuzjazmu. Największy turniej, największy sukces, fuck you League of Legends itp. Jednak - nie możemy stać się niewolnikami sukcesu. Po pierwsze - poprzeczka została zawieszona nieprzyzwoicie wysoko. Za rok nie będziemy równać do 3 milionów dolarów, ale do 10. A może i więcej jeżeli inne firmy wpadną na pomysł podobnych igrzysk. Moim zdaniem DOTA będzie rosła, ale jeżeli za rok pula nagród TI5 będzie wynosiła "tylko 6 milionów" to co? Sukces czy nie sukces? Dla Valve pewnie porażka. Dla nas - niekoniecznie.

Moim zdaniem, dla mnie to nie kasa jest wyznacznikiem sukcesu a podejście do nas, do graczy. Jeżeli Valve o nas zadba, będzie wystarczająco starannie animował społeczność, stworzy może serię jakichś mniejszych turniejów dla bardziej casualowego gracza, to niech ta pula nagród wynosi nawet 2 miliony. A ja i tak będę zadowolony. Najważniejszą rzeczą w całym TI4 było to, że to właśnie my, społeczność stworzyliśmy największy event esportowy świata. 

Czekam teraz na zestaw statystyk. Ile osób obejrzało TI4, ile było zaangażowanych w organizacje, ile ta organizacja kosztowała i mam nadzieję wiele innych. Kto wie, może za rok ktoś z Polski się wybierze do Seattle i będziemy mieli transmisję z pierwszej ręki?

Oczywiście - czekam na komentarze. 

6 komentarzy:

  1. Jeżeli za rok nie będzie 10 mln to nie będzie tragedii :D
    To nie dla pieniędzy oglądamy ten turniej zapytaj się fana futbollu czy wie jaka jest nagroda za zwycięstwo w lidze mistrzów czy nagrody za mistrzostwo świata w docie po prostu ta kwota zwiększała ,pobiła wszelkie rekordy dla tego tyle o niej mówiono.
    Pięniądze przyciągają uwagę, zciągają nowych graczy, robią szum, jednak my ,a przynajmniej ja oglądam turniej dla pięknych meczy ,ciekawych picków i zagrań które na zawsze zostają w głowie, a te możemy zobaczyć nie tylko na International ,równie mocno ekscytowałem się starleaderem 8 czy EMS (cos jak Grand Derby Real -Barcelona liga puchar czy liga mistrzów wszystkie te mecze nas ciekawią i ekscytują ) że nie jestem jedyny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to jest jak sie skleja kilka myśli na raz :D
      W 3 linijce po mistrzostwo świata powinna być kropka :D
      a na końcu brakuje słów "i sądze"

      Usuń
    2. Prawda to wcale nie będzie porażka po prostu możliwe że nie przyciągnie uwagi bardzo dużo ludzi ale prawdę mówiąc czy te nawet "tylko" 20 tys na osobę to i tak nie jest i tak bardzo dużo za samą grę przecież oni grają dla przyjemności :D

      Usuń
  2. Dobra analogia z piłką. Faktycznie nie mam pojęcia, ile kto zarabia za dane tytuły. DOTA jednak jeszcze nie ma takiej masy krytycznej, żeby kasa nie promowała gry. Tutaj liczby są jeszcze kluczowe. Przede wszystkim, żeby zacząć esport traktować poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. jeszcze biorąc pod uwagę że kompendium kosztowało ok 7 euro a Valve przeznaczało na nagrody w International z tego tylko 2 euro to widać ile osób to kupiło :D nie orientuje się czy nagrody były dodatkowo sponsorowane czy to wszystko z kompendium poszło?

    OdpowiedzUsuń
  4. Abstrachując od picków, Newbee i "Worst Ti ever" - zgadzam się - to społeczność "stworzyła' ten turniej i to społeczności należą się największe propsy. Ja osobiście nie dołożyłem ani złotówki, ale na następne TI już odkładam kasę i nie mogę się doczekać ;)

    OdpowiedzUsuń