Piszę z przyjemnością po długim okresie milczenia. Niestety, lenistwo i zabieganie to nie jest sprzyjająca kreatywności mieszanka, więc zapadłem się pod ziemię na jakiś czas. To się jednak zmieniło i nie wróci, a przynajmniej taką mam nadzieję. Na celowniku mamy festiwal fantastyki Falkon, na którym byłem, a nawet grałem. Zapraszam do relacji!
Całe wydarzenie rozgrywało się między 7 a 10 listopada w lublińskiej Hali Targowej. Zacznę od opisania tego, co mogło nas spotkać. Było tu od groma cosplay'ów, loterii, targów z ciekawymi fantami, spotkań z twórcami fantastyki, a nawet koncertów. Bardzo chcę pochwalić organizatorów za niepowtarzalny klimat, który udało im się osiągnąć. Był to event przyjazny dla nas - fanów. Kiedy drugiego dnia przyszedłem bez przepustki, którą po prostu zostawiłem, bezproblemowo wydano mi kolejną "na słowo", co mi bardzo zaimponowało. Mimo wszystko, czułem się nieco zagubiony będąc na miejscu jedynie z dziewczyną. Myślę, że najlepiej byłoby udać się na festiwal w większej grupie, to pozwoliłoby lepiej się bawić.
Jeszcze jeden pozytyw, który początkowo nie wpadł mi do głowy, krył się przy samym wykupywaniu biletu. Otóż pozwalając sobie na karnet na cały Falkon, obok przewidzianych w standardzie rzeczy takich, jak rozkład poszczególnych dni czy książeczka z opowiadaniami promującymi debiutanckich autorów, znalazł się kupon dwudziestozłotowy na książki oraz "Nauczyciel Sztuki" - spisane prozą dzieło literackie, które okazało się zaskakująco dobre.
Przejdźmy jednak do turnieju, a tu... cóż, moje dobre wrażenia się kończą. Przede wszystkim, samo rejestrowanie drużyn było problematyczne. Najpierw otrzymałem informacje, że można zapisać się, a akredytacja odbędzie się już na miejscu, tym sposobem drużyny mogą zapisać się nawet na samym wydarzeniu, bez konieczności wcześniejszych uzgodnień. Parę dni przed moim wyjazdem otrzymałem na maila wiadomość, że muszę przeprowadzić "wstępną akredytację" i przesłać na podany numer konta 30 zł, obute w niektóre z moich danych osobowych, potwierdzone na wskazanym adresie mailowym etc. Organizatorzy zastrzegli, że jest to obowiązkowe i termin mija w na kilka dni przed turniejem o godzinie 18. Oczywiście przez wzgląd na losowe wypadki, nie należałem do uprzywilejowanej grupy, która zdążyła. Jednakże wysłałem wszystko zgodnie z zaleceniami, jednak dzień po terminie, o godzinie 17, i postanowiłem mimo wszystko pojechać. A wierzcie mi, że jazda ze Słupska na tegoroczny Falkon nie należała do najkrótszych...
Na czas pobytu zatrzymałem się u swojej dziewczyny, która szczęśliwie dla mnie studiuje w Lublinie. Po sprawdzeniu maila czekała mnie niespodzianka - o godzinie 11 dowiedziałem się, że muszę potwierdzić swoją akredytację o godzinie 15, inaczej czeka mnie dyskwalifikacja. Skończyło się to na zupełnie niepotrzebnej gonitwie z czasem taksówką. Okazało się, że nawet wstępna rejestracja nie była potrzebna, a godzina 15 była kitem. Kolejnym problemem było to, że wiele z zapisanych drużyn nie stawiło się na miejsce, co doprowadziło do gigantycznych luk między meczami. O godzinie 17 zaczynał się festiwal, do tego czasu byliśmy pozostawieni sami sobie. Nasz pierwszy mecz miał odbyć się dwie godziny później - o 19. Do czego nie doszło, gdyż w ostatniej chwili... nasz przeciwnik oddał nam walkowera. Zatem kolejną godzinę później, tj 5tą bezczynną, licząc od momentu mojego obowiązkowego przybycia, w końcu rozegraliśmy mecz. I tu czekała mnie kolejna przykra niespodzianka. Dostałem zapewnienie, że na miejscu będą słuchawki, i to całkiem dobrej jakości, nie zabierałem więc swojego złomu ze sobą. Wyobrażacie sobie, że miałem kapitanować bez komunikacji z drużyną? Administratorzy turnieju najwyraźniej za nic mieli sobie takie podstawy, w końcu do klikania potrzebne są klawiatury od laptopów i myszki razera, udostępniane "na dowód", który odzyskiwaliśmy po zdaniu myszki. Dla porównania, tak wyglądał gwarantowany sprzęt LoL'owców:
Jak widać, każdy miał zapewnione również słuchawki. Czyżby zabrakło dla nas, graczy Doty? Paradoksalnie jednak - było nas MNIEJ. I to o wiele. Nie bez pomocy mojej ukochanej jakoś zdobyłem podobny sprzęt. Przyszedł czas gry. Jako że dowodziłem sklejką nieszczególnie dobrych graczy, z czego jeden został wyciągnięty na gorąco z samego turnieju (gdyż obiecywany mi hard-support nie stawił się na wydarzeniu), mimo outpicku z naszej strony powoli i konsekwentnie przegrywaliśmy grę. Uwaga, nadchodzi perełka. Dziś mogę powiedzieć, że cieszę się, iż owe słuchawki miały dobre tłumienie, bo chyba wstałbym od stanowiska i wyszedł, gdybym to usłyszał. Gdy byłem skupiony na grze, "admin" turnieju podszedł do mojej dziewczyny i nawiązał się dialog, który mógłbym spuentować słowami "Dlaczego oni jeszcze nie poddają? Przecież przegrali, nie mamy czasu...". Nie mam nawet ochoty przytaczać miliona argumentów, które udowodniłoby totalny idiotyzm tej wypowiedzi, nie dociekam również, dlaczego ktoś taki został adminem, i nawet nie wnikam, jakim prawem organizatorzy przetrzymują dowody niektórych uczestników. Zostawię to bez komentarza, tu bowiem względny obiektywizm mojej wypowiedzi nie chce "zaskoczyć". Dodam jednak tylko, że następny planowany mecz mieliśmy przewidziany na... 1 w nocy. Faktycznie, czas nas gonił jak Kojot Strusia Pędziwiatra.
Z tego wszystkiego postanowiłem zdrzemnąć się dla ukojenia nerwów na stancji, spakować swój sprzęt i wrócić ponownie, jednak zasnąłem na dobre, nie stawiając się na następny mecz. I powiem wam szczerze, że budząc się o 12stej rano, wcale nie żałowałem. Dostałem nawet wiadomość od znajomego, że zajęli trzecie miejsce. Dobierając kolejną osobę na gorąco. Całokształt świadczy chyba o poziomie organizacji. Zresztą, jaki znów całokształt - zapomniałem o obiecywanym streamie, prawda? Otóż strumyk nie obejmował Doty, gdyż "graczy było za mało", choć przyznam, że gdy widziałem jak pomieszczenie ze sprzętem powoli dźwiga się z ruin, a później porozmawiałem z komentatorem, naprawdę cieszę się, że nie streamowano Doty. To zabiłoby resztki ducha każdego fana. JA, z moim casterskim doświadczeniem obejmującym jedną gierkę prodoty, prowadzoną dla zabawy z kumplem dla 7 widzów, zrobiłbym to lepiej. Administratorzy chyba mieli podobne zdanie co do sukcesu misji, gdyż moje następne odwiedziny, które wydarzyły się dzień później w okolicach wieczornych, spotkały się ze zdalnym streamem randomowego gracza Counter-Strike'a.
Podsumowując, festiwal fantastyki Falkon wyszedł całkiem w porządku. Niestety, jak wszyscy wiemy w kwestii esportu Polska stoi do tyłu. I choć dyskusyjne jest określanie ram czasowych, sam fakt jest niepodważalny. Niestety po raz drugi, działania takie, jakie napotkałem w Lublinie, nie dokładają ani jednej cegiełki w rozwój polskiej sceny, nazwałbym to wręcz po prostu komedią. Drugi turniej Doty 2 Falkon poszedł w ślady poprzednika i zakończył się fiaskiem. Do trzech razy sztuka?
Qiuster
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz