Wraz z NZS zakończyliśmy wczoraj drugi sezon Join Dota League. Graliśmy w dywizji 4.5 i udało nam się tę dywizję wygrać! Cieszę się bardzo, bo trzecia dywizja to już wypadkowa do niezłego grania w dotę.
Jak zobaczycie w tabeli - sezon zakończyliśmy z bilansem 17-1, ale tak naprawdę rozegraliśmy zaledwie 7 map, czyli niecałe 4 mecze. Reszta spotkań zakończyła się walkowerami na naszą korzyść. To była chyba najsmutniejsza i najbardziej frustrująca liga, w jakiej brałem udział. Wakacje to po prostu nie czas na organizowanie takich rozgrywek.
Mecze zagraliśmy z F4F, GD, Aloha oraz /PW/. Mecz z chłopakami z Polish Wings opisywałem już TUTAJ; z F4F rozegraliśmy tylko jedno spotkanie, którym rozpoczęliśmy całą przygodę z 2. sezonem JDL. Mecz zakończył się dosyć łatwym zwycięstwem, na które świetnie zapracował Hans, niszcząc SF-a na midzie (twierdzącego, że ma 5600 MMR). Zresztą - screen niżej.
Ghost Division
Czyli dość upierdliwa ekipa z wannabe pro kapitanem. Zanim rozpoczęliśmy w ogóle umawiać się na spotkanie facet pisze do mnie, że mają ponad 5k MMR i że raczej nie wygramy. Trudno. Okazuje się, że Slahser (nie ten ze starego MYM-u) grał niegdyś w 1. czy tam 2. dywizji Dota League, ostatni sezon zakończyli jako drugi team w Chorwacji oraz Top 10 na całych Bałkanach.
No nie w kij dmuchał!
Całe spotkanie zakończyło się remisem, bardzo smutnym dla nas remisem, bo drugi mecz w naszym wykonaniu był naprawdę jednym z najgorszych, jakie ostatnio rozegraliśmy. Ale po kolei. Pierwszy mecz, to całkowicie bezpieczny pick z naszej strony. Bezpieczny i po prostu zbyt silny, żeby przegrać. Po pierwszej fazie picków mieliśmy DOOM-a i Voida, podczas gry przeciwnicy wzięli WK oraz bodajże WD.
W praktyce wyglądało to tak, że mając Voida i DOOM-a graliśmy teamfighty, w najgorszym przypadku!, 3v5. Czyli łatwo. Przeciwnicy poddali się po 25 minutach.
Kocham Voida. Szczególnie grającego agresywnie, który od 6-7 lvl-u porusza się po mapie i zabija. Do 25 minuty miałem Battle Fury, MoM-a, PT, BKB i kończyłem Daedalusa.
Drugi mecz za to, to chyba najgorsza egzekucja picku, jaka mogła być. Trzeba też dodać, że z GD Hans grał na laptopie i było widać, że męczy się i brakuje mu trochę błysku. Przeciwnicy zdecydowali się na agresywny trilane z Viperem, AA oraz Shadow Shamanem, który naprawdę mocno rozbiliśmy. Niestety 2 pozostałe linie przegrały 1v1 i było gorzej.
Nie udało nam się ani na chwilę zdobyć inicjatywy w tym spotkaniu. Zabrakło doświadczenia. Wstyd się przyznać, ale pokonał nas co najwyżej średnio grający Nature Prophet oraz... WD. Bo nie mogliśmy przerwać mu ulti. Do tego brak inicjatywy ze strony supportów, brak poruszania się po mapie, niezdarny Razor jako carry i mamy receptę na przegrany mecz.
Na szczęście porażka nie poszła na marne i od meczu z GD gramy dużo lepiej. Wydaje mi się także, że Razor to jednak idealna postać na mida. Na trilane sprawdza się, ale nie zawsze. Jeżeli bierzecie Razora i nie idzie on na mida albo nie ma free farmy, to ten pick może się zwrócić przeciw Wam. Jako graczowi zabrakło mi jednak ogrania Razorem, za bardzo wierzyłem w jego tankowność, jako kapitanowi zabrakło mi natomiast doświadczenia, bo wystarczyło grać spokojnie, turtlować i farmić, farmić, farmić, bo w tym jesteśmy całkiem dobrzy.
Dużo się nauczyliśmy. Mogę nawet powiedzieć - warto było przegrać.
Aloha Gaming
Mecz z niemiecką ekipą to czysta przyjemność. Nie mówię tylko o samym spotkaniu, ale także o całej otoczce. Lider AG - Phew - to bardzo fajny gość, wyluzowany, ułożony no i chętny to współpracy oraz zdrowej rywalizacji. No - przeciwnik doskonały.
Wyszło tak, że losy i ewentualny awans Aloha Gaming do dalszej fazy (a dokładniej do dogrywki z GD) zależał od ostatniego meczu w sezonie, meczu z nami. Historia jest w ogóle dość ciekawa i trochę niesmaczna.
Otóż GD nie stawiło się na pierwszy planowany termin meczu z Aloha Gaming. Jednak - po skardze u admina - dostali szansę na rozegranie 1 meczu, żeby chociaż zawalczyć o 1 punkt. Po wymianie jakichś 25 komentarzy na stronie meczu, gracze z AG stwierdzili, że GD się nie stawi. A tu niespodzianka. Tuż przed terminem spotkania GD hostuje lobby i czeka. Aloha się nie stawia, admin przyznaje punkt dla GD. Czyli mecz zakończył się remisem 1 do 1, co daje awans graczom z Chorwacji.
Tym razem odwołuje się Aloha. Admini zmieniają swoją decyzję 3 albo 4 razy. Najpierw - jeżeli Aloha ugra z nami choć jedną mapę - grają dogrywkę BO1 z GD, później - tylko jeżeli wygrają 2 do 0 z nami mogą rozegrać mecz z GD; skończyło się za to tak, że nic już nie mogli zrobić, bo jak zaraz się przekonacie, nie udało im się urywać za bardzo nawet pojedynczych fragów.
Ciekawostka - w Aloha Gaming gra Polak - MadnessMan. Również bardzo spoko osoba.
Ale do rzeczy - my potrzebowaliśmy 1 mapy, aby być pewnymi zajęcia pierwszego miejsca w lidze i bezpośredniego awansu do 3 dywizji. Pierwszy mecz zatem - nie na żarty.
Picki przebiegły po mojej myśli. (Zresztą byłem przygotowany, bo podczas podglądania przeciwników zauważyłem, że zostawiają DOOM-a w puli). Dorwaliśmy DOOM-a i Earthshakera, czyli jedne z naszych ulubionych picków. Przeciwnicy natomiast zdecydowali się na podwójne linie oraz 3 tankownych core'ów.
Ale nie z nami te numery. Hans wygrał mida 1 na 2, gdzie Tiny zginął raz na linii, pomimo pomocy IO. Centaura własnym mieczem usiekłem na first blooda, a na dole Pirat i Xeis męczyli WK oraz Skywratha.
Ponieważ z tyłu głowy miałem kombo IO+Tiny starałem się dobierać tak bohaterów, by nie byli bezbronni w razie relocate'a (ulti Wispa). I tak - Jugger poradzi sobie, bo ma ulti, trąbę i TP, QOP-a zawsze ucieknie, a DOOM? Kto by chciał gankować DOOM-a?
Mieliśmy także jeszcze jedną super fajną rzecz, która bardzo odpowiada naszemu stylowi gry - ward Juggera oraz heal WD. Jak dorzucicie do tego ze dwie aury, to możecie pushować prawie nieprzerwanie. A że wygraliśmy linie, to już nie odpuściliśmy. Aloha napisałą GG w 13 minucie, kiedy Hans z mida miał już Aghanima (w kurze), PT i butle, a moja skomna osoba Phase'y oraz Battlefury. Muszę przyznać - mecz zagraliśmy bardzo dobrze. Choć z drugiej strony - przeciwnicy nie byli zbyt mocni.
AG zdecydowali się na Brewmastera, Axe'a, Dazzle'a, SD oraz DP. My na Abaddona, Pudge'a, Nyxa, Omniknighta oraz Furiona (w tej kolejności!). Zapowiadał się niezły balet i muszę powiedzieć, że dawno takiej przyjemności z doty nie czerpałem. Okazało się, że nasz pick jest wystarczająco mocny, by i tym razem wyjść zwycięsko ze starcia. Screen niżej.
Tymczasem udaje się na spoczynek, a Wy piszcie, komentujcie, zostawcie jakiś ślad, że ta ściana tekstu Was nie pokonała!







Nie pokonała, graty dla ekipy ;).
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie! :D Miło bardzo. ;)
Usuńgratki, szkoda że nie ma streama z waszych meczów :D
OdpowiedzUsuńWiesz co, pracuje i nad tym. Moze niedlugo...
Usuńtak to jest jak się nie ma ticketu do join dota league ,tyle polskich druzyn że chyba aż się skusze ,lepiej się ogląda gdy rodacy grają
UsuńAle wiesz co - chyba tylko drugą i pierwszą dywizję można tam oglądać. Wątpię, by mecz z 4. tam się pojawiały. ;)
UsuńGratuluję, Sinbadku :) BTW: Scepter jest chyba słaby na QoPie :P
OdpowiedzUsuńDzięki!
UsuńA scpeter nie jest zły. Jest opcjonalny. W kilku wypadkach. Wygrywasz ostro early i spepter będzie bardzo wcześnie, to raz. Dwa - bardzo często odbywają się duże walki - tak, by CD zawsze mieć. Trzy - jak potrzebujesz bardzo antypusha, a nic innej nie ma.
Jest Xeis jest impreza
OdpowiedzUsuńWitaj!
Usuń